media, media, media…
Wracam jeszcze do wydarzeń dni ostatnich. I tej egzaltacji. Jest teraz taki okres, w którym można ocenić naszą podatność na wpływ mediów. Temat histerii poruszyłem już poniżej, zdaje się, w trzecim dniu po wypadku. Tak do ciężkiej cholery, po WYPADKU a nie KATASTROFIE NARODOWEJ, DRUGIM KATYNIU, ŚMIERCI POLSKI. Żeby była jasność w temacie, nie zamierzam nikogo obrażać i wyśmiewać. Nawet z politykami nie chcę mi się specialnie jechać. Ale śmiać mi się chce z tego, o czym media, niestety te tzw. lepsze też, chcą mnie przekonać. Dowiaduję się na przykład, już któryś dzień z rzędu, jakim to wielkim pasjonatem i znawcą sportu był Lech Kaczyński. Jak to znał wyniki sprzed pół roku Justyny Kowalczyk, jak to świetnie się czuł w towarzystwie sportowców.
Otóż, pan Lech nie miał żadnego pojęcia o sporcie, do tego stopnia, że nie umiał nawet poprawnie wymienić nazwiska naszego najpopularniejszego od lat bramkarza, którego nazwisko zna każde dziecko, ba, nawet wiele kobiet w kraju. Wiedział tylko tyle, ile mu zdążyli na szybko podszepnąć ludzie z otoczenia.
Ktoś dziś wspominał doskonały styl ubierania (what??? było coś z butami brudnymi kiedyś przecież!) prezydenta i jego niespotykaną szarmancję. Była faktycznie niespotykana, zwłaszcza jak ciągnął sobie do całowania dłonie kobiet. Bo pochylić się i ucałować to już za duży wysiłek. Ale był szarmancki. A jakim był gentelmenem jak zaczął się śmiać z gadającego po angielsku Donalda na oficjalnym spotkaniu z Angelą bodaj. Ale o tym nikt nie mówi teraz. Teraz jest czas kadzenia.
Nie rozumiem też dlaczego media przekonują, że teraz trzeba się uderzyć w pierś za to, że się wcześniej z Kaczyńskiego śmiano. Bo niby co? Co to ma ze sobą wspólnego? Czy komuś tu za bardzo nie odpierdala? Proponuję tym wszystkim, którzy tak myślą wrzucić sobie do YT jedno hasło: “irasiad”. A może teraz powinno się irasiada usunąć, co?
Powinienem jeszcze poruszyć temat sztucznie płaczącej red. Olejnik na 5 dzień od tragedii, porywającego wywiadu red. Adamek z facetem, który dzierżawił dom przylegający do pałacu prezydenckiego, wykrzywione grymasem bezbrzeżnego nieszczęscia miny red. Brygidy G. i Jakuba P. w dzień pogrzebu i jeszcze paru osób, ale nie wiem czy mi się chce. Ich cyrk, ich małpy. Żałuję trochę, że nie oglądałem w dniach wielkiego smutku Pospieszalskiego bo słyszałem, że to co ten oszołom wyprawiał przechodziło wszystkie granice. Ale kij mu w oko.
Cała ta żałoba została przegadana w sposób koncertowy. Wszystko się wszystkim pomyliło, wszyscy nagle wybitni, propaganda sukcesu jak za Bieruta. Bombardowano ludzi milionem nieistotnych informacji mających na celu podbić jeszcze ten bębenek i udowodnić jak straszliwe i tragiczne nieszczęście się stało. Żeby dobić. Knock-out. A na tych, którzy mówią coś o bohaterskiej i męczeńskiej śmierci Kaczyńskiego spuszczam jak pan łaskawy zasłonę milczenia. W zasadzie to chyba wszystko.
P.S. Z tego co słychać tu i ówdzie, same media uważają, że spisały się świetnie w tym czasie i prześcigają się w autozachwytach. No jaja.