Farma nad morzem
Droga z Albeny do Kavarny przez pierwsze kilkanaście kilometrów biegnie wzdłuż linii brzegowej. Jest przejezdna, ale bywają fragmenty, gdzie na jedynce mijasz dziury i wyrwy w asfalcie. Zwlaszcza w Topoli i Bozhuretsu tuż za Balczikiem. Dziura po bułgarsku to dupka. Czyli fragmenty do dupy. Ale ma to swój urok, bo jako pasażer masz możliwość dłuższego przyjrzenia się tym mini miasteczkom przypominających nieco nasze post PGR-y. Przy drogach ruiny dawnych pawilonów, opustoszałe, do połowy zburzone dawne sklepy i dzieciaki bawiące na gruzach. Takie rzeczy też widziałem na 15 kilometrze za Sofią a więc 500 km od Morza Czarnego.
Na tę 40 kilometrową jazdę skusiła mnie jedyna w Bułgarii farma małży i restauracja położona tuż przy niej. Miejsce nazywa się Dilvoka. Dla mnie jedzenie mojego przysmaku widząc przez taras oddaloną 500 metrów od brzegu platformę pod którą jest hodowany, to kulinarny, kurwa, raj. NIEMROŻONE TYGODNIAMI PRZED PODANIEM OWOCE MORZA!
Żeby tam dotrzeć trzeba przejechać przez Kavarnę, bo restauracja znajduje się niejako na peryferiach tego miasteczka w którym w mini centrumku stoją wyjebane bloki mieszkalne z wielkiej płyty nad samym stromym brzegiem morza ozdobione obowiązkowo w klimę w każdym mieszkaniu. I zdziwko: na bocznej fasadzie pierwszego z nich … wielki na 30 metrów malunek KLAUSA MEINE ze Scorpions. A później Hendrix na następnym. I jeszcze paru. Lokalny festiwal muzyki metalowej w Kavarnie do końca mi tego jednak nie uzasadnia…Ale widok pamiętny już do końca chyba.
No wiec mijasz wieżowce i jedziesz jeszcze parę kilometrów. Jak miniesz kierunkowskaz w prawo to się pogubisz. O nawigacji lepiej zapomnieć. Nie doprowadzi. Nawet w necie ciężko coś o nich znaleźć, choć podobno przyjeżdżają tu smakosze owoców morza z całej Bułgarii i nie tylko. Dajesz w prawo i jedziesz przez kilometr wąskim asfaltem w stronę brzegu. Poźniej droga robi się wąska i stroma jak cholera. Jedziemy kilkanaście metrów grzejąc na maksa hamulce. Nagle pojawia się dwóch gliniarzy w cywilu, wyciągają blachy. Każą zatrzymać się 5 metrów dalej, obok innego samochodu. Zjazd do samej restauracji teraz jest niemożliwy, bo jest za dużo samochodów, a na ostatnim odcinku jest tak wąsko, że nie da się minąć, ktoś musi cofać i jest elektrycznie. Ale i tak mieliśmy od tego mini parkingu w połowie dróżki jakieś 100 metrów do restauracji. Yes!
Nie zawiodłem się. Wszystko tak jak miało być. Widoczek na farmę, stoliki bezpośrednio nad niskim skalnym wybrzeżem, ładne kelnerki i dobra szama. Próbowałem łącznie 7 głównych dań. Wszystko genialne. I TANIE! A PRZEDE WSZYSTKIM ŚWIEŻE!
